niedziela, 31 października 2010

Alice in Chains - Jar of Flies


co takiego jest w tej płycie, że na swoim muzycznym blogspocie piszę o niej jako o pierwszej? przede wszystkim magia akustycznych brzmień mieszających się z budzącym dreszcze jękiem gitar, mruczący wokal Layne'a Staley'a, tego kolesia, który drze się tak jakby ścigały go zastępy diabłów. magia tekstów, poezji wyklętej i przesiąkniętej bólem istnienia. naćpany kogut śpiewa o gnijących jabłkach, niewinności, która odeszła i wszechogarniającej samotności. majstersztyk do potęgi.

pozycje obowiązkowe:
- rotten apple
- nutshell
no excuses